mk.poet

W mojej poezji dotykam wszystkiego, co fizycznie istnieje. Emanuje energią i rodzi nowe albo jest niezmienne od milionów lat. Czytelniku, nazywaj to: wszechświatem, kosmosem, naturą, światem. Debiut: radiowy 1981; internetowy w roku 2004; książkowy (PDF): 2013. Odwiedź znane rejony w czasie i przestrzeni. Podsumuję kolokwialnie: bądź sobą!

www.malgorzatakoper.pl | Nazywam się Małgorzata Koper. Urodziłam się 28 lipca 1962 roku w Wieluniu. Wiersze piszę od liceum. W roku 1981 mój wiersz został nadany w Polskim Radiu w audycji ‚Lato z radiem’. W roku 2004 zostałam nagrodzona główną nagrodą w ogólnopolskim konkursie na hasło reklamowe produktu Palmolive. Od marca do czerwca 2005 publikowałam online w serwisie poetyckim. Od roku 2011 do 2019 moja poezja była obecna na Google Plus. Online ukazał się mój pierwszy tomik wierszeWiersze, którego treść od 2012 roku sukcesywnie publikowałam używając narzędzia Microsoft -PP, by ostatecznie w roku 2013 utworzyć wersję PDF. Nieustannie prezentuję moją twórczość na następujących portalach społecznościowych: Facebook, Twitter, LinkedIn, WordPress, NK. W roku 2018 wiersze zebrałam w tomik Niekompletny szablon.

Nie wykluczam podania mojej twórczości w innej formie. Zapraszam Was na moje profile oraz zachęcam do prywatnego pobierania i wydruku w wersji papierowej.

Kontakt wyłącznie w celu nawiązania współpracy.

Welcome to @mk.poezja on the Facebook , I am the woman poet who lives in Wieluń Town ( here I was born 1962), Lodz District, Poland. Childhood / Youth memories – in the 60s,70s, 80s – in Chotów village. I belong to the Zwierz family, this name is my maiden name.
I became a mother in 1984 . I have two sons and three daughters and grandson Calvin. I am the modern who likes Music / Photography / Wildlife / Painting. For business: farming, writing, accounting, dressmaking.

My poem Come… issued on PR S.A. ,,Summer with Radioʼʼin 1981. In the last decade I am interested in poetry social profiles. Do you like poetry? I have translated my verses from Polish into English. For example: England Has a President; Honesty or Stars… Have fun with my verses!

Cztery Prawdy

Deszcz pada
Mieć swój kąt – zadowolona wypowiedziała życzenie na kolejne urodziny i umościła swój tyłek na wygodnym siedzisku krzesła stojącego przy biurku. W tym samym czasie, na zewnątrz, pada deszcz. Tak, po prostu jednostajnie, ciągle; z dodatkowymi efektami w postaci: ciemności, siorbania, plumkania, stukania i zapachu wilgoci.


Prawie cała Przyroda – bez własnego kąta – zdana jest na jego jestestwo.


Liście drzew nie szeleszczą; kierunku też nie zmieniają – wiszą wpatrzone w grunt z którego wyrasta ich ,,chlebodawca“. Niektóre z nich, które już spadły, zapadają się głębiej i bardziej w ziemię, i procesy gnilne. Ptak nie przysiadł na najbliższym słupie oświetleniowym. Osiedlowa latarnia ograniczonym snopem oświetla chodnik – łatwo można ją pomylić ze zwykłą latarką (taką, której użyjesz, by odnaleźć zgubioną rzecz, która, przed chwilą, wyślizgnęła się z wilgotnej dłoni).

Noc mija
Minęła noc. Na pochyłej stronie placu kolor zielony wyparły brunatne zacieki lawiną opadających liści.

(Nie zaglądając do pogodowych prognoz) gołym okiem widać, że siła wiatru zwiększyła się. Niedotknięte, bordowoczerwone liście jarzębin – w dolnym szpalerze drzew wzniesionej strony placu – wskazują na wiatr umiarkowany o prędkości czterech stopni według Beauforta. Drzewo oświetlone nierównomiernie, w narożniku miejsca, epatuje łysą koroną po stronie zacienionej a druga połowa, ta pieszczona blaskiem słońca, faluje bujną, żółtą czupryną. Dziko wydeptane ścieżki, pokryte szaroziemistym miałem, odpoczywają. Większość z nich łączy obrzeża, nieliczne, na których słońce położyło promień, znikają nagle, ogłaszając zaskoczonym piechurom: koniec jasnej trasy, dalsza kontynuacja po trakcie w ciemniejszych barwach! Są i te, z betonowych kwadratów, bezczelnie lamowane kępkami trawiastych tubylców. Z perspektywy przedsięwzięcia budowlanego rozrzucenie płyt gwarantuje im długowieczność, jednomyślność rozmiaru wymusza na spacerujących skróconą używalność na rzecz tych z nieładem struktur i kształtów.

Dni mijają
Po trzech dniach plac okalają drzewa o bezlistnych i żółtych koronach. Czekając na kolejne wariacje w swoich czuprynach kreują nowy wygląd dachu nad systemem korzeni. Obecnie, w gęstej i zielonej, przyziemnej trawie zalega brunatno-żółta mieszanina opadłych liści. Jesień, która gości długo, ‘odebrała chleb’ pracownikom utrzymujących porządek terenów zieleni. Opad liści odbywa się sukcesywnie. Podobnie jest z ich biodegradacją, która następuje stopniowo – nie wymusza użycia odkurzaczy do usuwania roślinnych resztek. 

Słońce świeci
Dziś już nie pada. Słońce sprawiło, że każdy przedmiot mogę zobaczyć w wyostrzonych kształtach i jaskrawych barwach. Cień jeśli jest to ściśnięty, i małym wycinkiem nie zamazuje wyglądu rzeczy na biurku, a na każdej można wypatrzeć małe słońce wyglądające jak paląca się żarówka (widziana z dołu). Tak samo łatwo rozdzielić rodzaje kłaczków, niteczek, cząsteczek jak ich barwy – na powierzchniach i wokół. Fala jasności nie wystarcza, aby wypatrzeć roztocze. Mieszanka kurzu leży martwa na miejscach przydzielonych przez ruchy powietrza w pokoju. Moje jedno dmuchnięcie powoduje, że przelatuje na inną pozycję, i jednocześnie uświadamia mi, że mam coś do powiedzenia, przynajmniej, w tej materii – chociaż nie tylko, bo również, i to że zaniedbałam  czynności konieczne do utrzymania porządku. Wiadomo w walce z kurzem trudno nie zostać zdemaskowanym przez słońce. Mam świadomość, jednej z wielu, walk z wiatrakami. Niemożliwe jest uzyskanie idealnej powierzchni przez dłuższy czas, jeśli nie ulegnę manii czystości. 

Adres do korespondencji: Malgorzata Koper, ul. Osiedle Stare Sady 15 m. 10, 98-300 Wieluń, tel.:782804280, e-mail: malgorza.koper@gmail.com


Noc mija

Minęła noc. Na pochyłej stronie placu kolor zielony wyparły brunatne zacieki lawiną opadających liści. (Nie zaglądając do pogodowych prognoz) gołym okiem widać, że siła wiatru zwiększyła się. Niedotknięte, bordowoczerwone liście jarzębin – w dolnym szpalerze drzew wzniesionej strony placu – wskazują na wiatr umiarkowany o prędkości czterech stopni według Beauforta. Drzewo oświetlone nierównomiernie, w narożniku miejsca, epatuje łysą koroną po stronie zacienionej a druga połowa, ta pieszczona blaskiem słońca, faluje bujną, żółtą czupryną. Dziko wydeptane ścieżki, pokryte szaroziemistym miałem, odpoczywają. Większość z nich łączy obrzeża, nieliczne, na których słońce położyło promień, znikają nagle, ogłaszając zaskoczonym piechurom: koniec jasnej trasy, dalsza kontynuacja po trakcie w ciemniejszych barwach! Są i te, z betonowych kwadratów, bezczelnie lamowane kępkami trawiastych tubylców. Z perspektywy przedsięwzięcia budowlanego rozrzucenie płyt gwarantuje im długowieczność, jednomyślność rozmiaru wymusza na spacerujących skróconą używalność na rzecz tych z nieładem struktur i kształtów.

Deszcz pada

Cztery Prawdy

  • Deszcz pada
  • Noc mija
  • Dni mijają
  • Słońce świeci

Mieć swój kąt – zadowolona wypowiedziała życzenie na kolejne urodziny i umościła swój tyłek na wygodnym siedzisku krzesła stojącego przy biurku. W tym samym czasie, na zewnątrz, pada deszcz. Tak, po prostu jednostajnie, ciągle; z dodatkowymi efektami w postaci: ciemności, siorbania, plumkania, stukania i zapachu wilgoci.

Prawie cała Przyroda – bez własnego kąta – zdana jest na jego jestestwo.

Liście drzew nie szeleszczą; kierunku też nie zmieniają – wiszą wpatrzone w grunt, z którego wyrasta ich chlebodawca. Niektóre z nich, które już spadły, zapadają się głębiej i bardziej w ziemię, i procesy gnilne. Ptak nie przysiadł na najbliższym słupie oświetleniowym. Osiedlowa latarnia ograniczonym snopem oświetla chodnik – łatwo można ją pomylić ze zwykłą latarką (taką, której użyjesz, by odnaleźć zgubioną rzecz, która, przed chwilą, wyślizgnęła się z wilgotnej dłoni).

Dziękuję Czytelniku, że zjawiłeś się na moim blogu, informuję Cię, o tym że druga z kolei zajawka literacka wkrótce.

Klask

Then give to the world the best you have.

And the best will come back to you

Madeline BRIDGES, AUTHOR

Klask

Gentle breeze sets swinging
Piano evenly
Weak it curved a bit
Right tinly on the left

The gust jerked surprised it
Blowing stronger
He deprived two petals
Mangled the leaves

Hurricane of kindred pressure
Strengthened a malicious side
He removed the base he undressed
He wears it the doubts

The storm destroyed
Not one
But poem of beauty
The stumps of stems jut
Remainders give birth

Toxic humane crushed
She broke. She strengthened
White waltz
I am. Flowers
More beautifully more luxuriantly



Ms Koper’s CV

The Polish author who lives in Wieluń County (here I was born 1962), Lodz voivodeship, Poland. Childhood / youth memories – in the 60s,70s, 80s – in Chotów village. I belong to the Zwierz Family, this name is my maiden name. My Mother Stanislawa Szczukiecka and Father Roman Zwierz come from the small village Chotow, here live my brothers and sister now. I became a mother in 1984. The mother of 5 and grandma of Calvin. I live in Wielun with my children. The Mother of my Mother comes from a line of Kowalska. The Mother of my Grandmother comes from a line of Straszak.

Studied  I LO Wieluń 1977-1981,  and two courses of highschool/college ZDZ 1996 and „Alfa” Kancelaria Podatkowa Biuro Rachunkowe Magdalena Borkowska in Lodz 2011.
I like wearing clothes  Made by Me . Once worked as an accountant 1981-1990 at GS ‚SCH’ 65 Wojska Polskiego Road in Wielun. Experience 2006-2018 within Rugby, Clifton-upon-Dunsmore, Kenilworth, Coventry in the UK.

To Me: Mobile: +48782804280; Gmail: malgorza.koper@gmail.com. Thank You!

Glowo! Jestes wielka

Osiedlowe lampy są rozmieszczone w słusznych odległościach, a ich wierzchołki, wyciągnięte nienaturalnie, obudziły tęsknotę za mordoklejkami.

Wyobraź sobie, że zastygłą substancję formujesz przez dociskanie jej językiem do podniebienia. Pamiętaj, że we wnętrzu tkwi źródło światła! Ty masz standardowy wzrost, dzięki któremu mordoklejka w kształcie lampy może wypływać z twojej buzi aż do ziemi. W ciągu dnia obdarowany tą trzecią, gigantyczną, betonową nogą stoisz nieruchomo. W nocy twoje bycie wzbogaca światło, i iluminacja sączy się przez szpary niedomkniętych ust.

Połknąłeś ptasi parking, od czasu do czasu ptak przysiądzie ci na głowie. Umożliwiasz ptakom załatwiać ich życiowe procesy (stanów ulgi), ale wskutek ptasich zabiegów masz zafajdaną głowę i plecy, a wiatr stare i świeże odchody przykrył drobinkami kurzu i śmieci oraz liśćmi, i uczynił cię bardziej przynależnym do środowiska.

%d blogerów lubi to: